Po praniu zwykle sprawdzamy dwie rzeczy: czy plama zeszła i czy sweter się nie skurczył.
Rzadko myślimy o tym, co razem z wodą odpływa z pralki. A odpływać mogą nie tylko resztki detergentu i brud. Z ubrań odrywają się też bardzo drobne włókna. Część z nich pochodzi z materiałów syntetycznych, takich jak poliester, akryl, nylon czy elastan. Jeśli takie włókna są fragmentami tworzyw sztucznych, mówimy o mikroplastiku.
To nie znaczy, że każde pranie zamienia łazienkę w katastrofę ekologiczną. Problem polega raczej na skali. Pierzemy często, kupujemy dużo ubrań, a syntetyczne tkaniny są dziś wszędzie: w bluzach, legginsach, polarach, koszulkach sportowych, kurtkach, bieliźnie i ubraniach z domieszką elastanu.
Jedna pralka nie wygląda groźnie. Miliony pralek uruchamianych codziennie zaczynają zmieniać obraz.
Skąd bierze się mikroplastik w ubraniach?
Najprościej: z włókien syntetycznych.
Poliester, nylon, akryl czy elastan powstają z tworzyw sztucznych. Są lekkie, tanie, odporne, szybkoschnące i wygodne w produkcji. Dlatego tak mocno rozgościły się w modzie, szczególnie w ubraniach sportowych, polarach, odzieży outdoorowej i tanich kolekcjach produkowanych na dużą skalę.
Podczas noszenia, prania i suszenia tkanina pracuje. Ociera się, zgina, rozciąga, uderza o bęben pralki. Z czasem odrywają się od niej mikrowłókna. Są tak małe, że nie widzimy ich gołym okiem tak jak kłaczków na filtrze suszarki. Wypływają razem z wodą z prania i trafiają do kanalizacji.
Europejska Agencja Środowiska wskazuje, że syntetyczne tekstylia są jednym ze źródeł mikroplastiku trafiającego do środowiska morskiego. Według jej danych z tekstyliów może pochodzić około 8% mikroplastiku uwalnianego do oceanów w Europie, a globalne szacunki są wyższe i mieszczą się w przedziale 16–35%. [1]
Czy każda tkanina zanieczyszcza wodę tak samo?
Nie. Materiał, sposób wykonania, wiek ubrania i sposób prania mają znaczenie.
Polary i miękkie, „meszkowate” tkaniny mogą gubić więcej włókien niż gładkie materiały. Nowe ubrania często tracą sporo mikrowłókien przy pierwszych praniach, bo z powierzchni wypłukują się luźne fragmenty powstałe podczas produkcji. Znaczenie ma też jakość tkaniny, rodzaj splotu, temperatura, długość programu, wirowanie i ilość ubrań w bębnie.
Badania nad uwalnianiem mikrowłókien z syntetycznych tekstyliów pokazują, że pranie jest jednym z głównych momentów, w których takie włókna odrywają się od materiału. Różne tkaniny zachowują się jednak inaczej, dlatego trudno podać jedną liczbę pasującą do każdego ubrania. [2]
W praktyce oznacza to, że cienka koszulka z poliestru, gruby polar i legginsy z domieszką elastanu nie będą zachowywać się identycznie. Łączy je jedno: jeśli zawierają włókna syntetyczne, mogą być źródłem mikroplastiku.
Co dzieje się z mikrowłóknami po praniu?
Woda z pralki trafia do kanalizacji, a później do oczyszczalni ścieków. Tam część zanieczyszczeń jest zatrzymywana. Problem w tym, że mikrowłókna są bardzo drobne, lekkie i występują w ogromnych ilościach.
Część może zostać wyłapana w osadach ściekowych. To nie zawsze oznacza koniec problemu, bo osady bywają później wykorzystywane na przykład w rolnictwie. Wtedy mikrowłókna mogą trafić do gleby. Inna część może przejść przez system oczyszczania i dostać się do rzek, jezior lub mórz.
Komisja Europejska w materiałach dotyczących projektu LIFE MERMAIDS wskazywała, że cząstki mikroplastiku z odzieży syntetycznej trafiają do ścieków z prania, a następnie są znajdowane w wodach, osadach i ekosystemach morskich. [3]
To pokazuje, że problem nie kończy się w momencie, gdy zamykamy drzwiczki pralki i nastawiamy program. Pranie jest początkiem drogi, której później już nie widzimy.
Czy mikroplastik z ubrań trafia tylko do wody?
Nie. Woda jest ważną drogą, ale nie jedyną.
Mikrowłókna mogą uwalniać się także podczas noszenia ubrań, suszenia, produkcji tekstyliów i wyrzucania odzieży. Mogą trafiać do powietrza, kurzu domowego, gleby i osadów. Coraz częściej mówi się więc nie tylko o mikroplastiku w wodzie, ale o szerszym problemie mikrowłókien tekstylnych w środowisku.
Przeglądy literatury podkreślają, że tekstylia mogą uwalniać mikrowłókna na wielu etapach życia produktu: od produkcji, przez użytkowanie i pranie, aż po koniec życia ubrania. [4]
To ważne, bo łatwo przerzucić całą odpowiedzialność na pralkę. Tymczasem problem zaczyna się wcześniej: przy projektowaniu tkaniny, wyborze włókna, jakości produkcji, tempie kupowania i krótkim czasie używania ubrań.
Czy naturalne materiały są zawsze lepsze?
Nie zawsze, choć z punktu widzenia mikroplastiku mają przewagę: bawełna, len czy wełna nie są plastikiem.
Naturalne włókna też mogą się odrywać podczas prania. Różnica polega na ich pochodzeniu i zachowaniu w środowisku. Bawełniane czy wełniane mikrowłókna nie są mikroplastikiem, ale mogą być barwione, impregnowane, wykańczane chemicznie albo łączone z syntetycznymi domieszkami.
Dlatego samo hasło „naturalne” nie zamyka tematu. Bawełna wymaga wody i upraw, wełna wiąże się z hodowlą zwierząt, a wiskoza czy modal powstają z celulozy, ale przechodzą proces przemysłowy. Każdy materiał ma swój ślad środowiskowy.
Jeśli jednak mówimy konkretnie o mikroplastiku w wodzie, największą uwagę warto zwrócić na ubrania syntetyczne oraz mieszanki, które zawierają poliester, akryl, poliamid, nylon lub elastan.
Czy filtry i woreczki do prania pomagają?
Mogą pomóc, ale nie są magicznym rozwiązaniem.
Na rynku są specjalne woreczki, kule i filtry montowane przy pralce, które mają wyłapywać część mikrowłókien. Ich skuteczność zależy od konstrukcji, sposobu użycia i rodzaju prania. Filtr może ograniczyć ilość włókien wypływających z pralki, ale trzeba go regularnie czyścić, a zebrane zanieczyszczenia wyrzucać do odpadów zmieszanych, nie spłukiwać do zlewu.
Coraz częściej pojawia się też temat regulacji. Francja przyjęła przepisy, zgodnie z którymi nowe pralki sprzedawane od 2025 roku miały być wyposażane w filtry mikrowłókien. To pokazuje, że problem zaczyna wychodzić poza poziom indywidualnych wyborów konsumenta i trafia do rozmów o projektowaniu sprzętu oraz odpowiedzialności producentów. [5]
Domowe akcesoria mogą ograniczyć emisję, ale nie zastąpią zmian po stronie przemysłu: lepszych tkanin, mniejszego pylenia włókien, testów przed wprowadzeniem produktu i systemów filtracji w produkcji.
Co można zrobić w domu, żeby ograniczyć mikroplastik z prania?
Nie trzeba wyrzucać całej szafy i zaczynać od zera. To byłoby kosztowne i mało rozsądne. Lepiej zmienić kilka nawyków.
Warto prać rzadziej, jeśli ubranie nie jest naprawdę brudne. Część rzeczy można po prostu przewietrzyć. Dobrym pomysłem jest pełniejszy bęben, ale bez przeładowania, bo bardzo puste pranie zwiększa tarcie między ubraniami. Krótsze i chłodniejsze programy mogą być łagodniejsze dla tkanin, o ile nadal dobrze piorą daną odzież.
Przy zakupach dobrze sprawdzać skład. Jeśli mamy wybór między kolejnym tanim polarem a trwalszą bluzą, którą będziemy nosić latami, lepsza jakość może oznaczać mniej odpadów i mniej prania „po jednym sezonie”. Przy ubraniach sportowych trudno całkiem uniknąć syntetyków, ale można kupować mniej, wybierać solidniejsze rzeczy i prać je zgodnie z instrukcją.
Znaczenie ma też suszenie. Suszarki bębnowe mogą zwiększać ścieranie tkanin, a zebrane kłaczki z filtra powinny trafiać do kosza, nie do toalety ani zlewu.
Czy odpowiedzialność leży tylko po stronie konsumenta?
Nie. Konsument może ograniczyć problem, ale nie powinien być jedyną osobą, która go rozwiązuje.
Największe decyzje zapadają wcześniej: przy projektowaniu ubrań, wyborze surowców, jakości przędzy, sposobie barwienia, wykańczania tkaniny i produkcji. Jeśli materiał łatwo się mechaci i szybko rozpada, użytkownik będzie przegrywał już na starcie.
Branża odzieżowa może projektować tkaniny, które gubią mniej włókien. Producenci pralek mogą rozwijać lepsze systemy filtracji. Oczyszczalnie ścieków mogą poprawiać wychwytywanie mikrowłókien. Prawo może wymagać testów, oznaczeń i większej odpowiedzialności za to, co dzieje się z produktem po sprzedaży.
Czy pranie ubrań zanieczyszcza wodę?
Tak, ubrania mogą zanieczyszczać wodę mikroplastikiem. Szczególnie te wykonane z włókien syntetycznych, takich jak poliester, akryl, nylon czy elastan. Podczas prania odrywają się od nich drobne mikrowłókna, które razem ze ściekami mogą trafić dalej: do oczyszczalni, rzek, mórz, osadów albo gleby.
Nie oznacza to, że mamy przestać prać ubrania albo panicznie wyrzucić wszystko z poliestru. Rozsądniejsza droga to mniej impulsywnych zakupów, lepsza jakość, ostrożniejsze pranie, korzystanie z filtrów tam, gdzie to możliwe, i nacisk na producentów, żeby projektowali tkaniny z mniejszym wpływem na środowisko.
Najbardziej niewygodna prawda jest taka, że mikroplastik z ubrań nie bierze się z jednego złego wyboru. Powstaje z codzienności, którą trudno zauważyć – z kolejnego prania, kolejnej bluzy, kolejnego taniego materiału i kolejnej rzeczy kupionej „na chwilę”.
Źródła:
Odwiedź nas!
Ostatnie artykuły:
Mikroplastik z prania – Czy ubrania mogą zanieczyszczać wodę mikroplastikiem?
Po praniu zwykle sprawdzamy dwie rzeczy: czy plama zeszła i czy sweter się nie skurczył....
Czytaj dalejJak pakować książki do wysyłki, aby dotarły bez uszkodzeń?
Pakowanie książek do wysyłki wydaje się zadaniem prostym, jednak wielu sprzedawców...
Czytaj dalejPakowanie paczek InPost / DPD / DHL – wymagania i praktyczne wskazówki
Prawidłowe pakowanie paczek kurierskich to gwarancja bezpieczeństwa przesyłki oraz szybszej realizacji dostawy....
Czytaj dalejAlternatywy dla folii bąbelkowej
Folia bąbelkowa od lat kojarzy się z bezpieczeństwem przesyłek i ochroną produktów w transporcie....
Czytaj dalejEkologiczne Święta: Jak pakować prezenty, dbając o planetę
Święta Bożego Narodzenia to czas radości, rodzinnych spotkań i… milionów papierowych...
Czytaj dalejPoprzedni artykuł:
Jak działa ogród deszczowy i czy można zrobić go przy domu?
Po mocnym deszczu woda zwykle robi dwie rzeczy: spływa tam, gdzie...
Czytaj dalej